„Odzyskane” – takie było tegoroczne hasło Gdynia Design Days

Niestety wiele osób od razu widzi takie równianie:

dizajn + odzyskane = recykling

Nic bardziej błędnego! Odzyskane było w tym wypadku hasłem niesamowicie wielowymiarowym.

  • Z jednej strony odzyskiwane było na powrót wzornictwo czasów międzywojnia i PRL czego przykładem było wspomnienie historii i dorobku Spółdzielni Ład, a z drugiej odzyskiwane zostało miejsce designu w biznesie.
  • Odzyskiwana była więź z morzem – więź nadmorskich miast, gdzie nie da się nie dostrzec jego wpływu nie tylko na mieszkańców, ale także na całą okolicę i więź nas samych z wodą. 
  • Powracano do korzeni rzemieślnictwa, które gdzieś się zagubiły ze swoim indywidualizmem w natłoku masowej produkcji. Odzyskiwano więc stare metody, ale wykorzystując je w sposób nowoczesny.
  • Odzyskiwano więc i sam indywidualizm, ale nie tylko przedmiotów, także twórczej wypowiedzi i kreatywności.
  • Odkrywano na nowo naturalne surowce i to co można z nich stworzyć,
  •  Odzyskiwano także zmysły, które zostały utracone w wyniku nieszczęśliwych zdarzeń, jak i te, na które sami przestaliśmy zwracać uwagę.
  • Ja sama także próbowałam na nowo odzyskać należne miejsce dla lnu we wzornictwie. Na blogu jest też wpis na ten temat.

To tylko kilka przykładów, a można było je mnożyć w nieskończoność. Odkrywać, ba, odzyskiwać na nowo przez te dziesięć dni. Wydarzenie było skierowane do profesjonalistów, ale nie oznaczało to wcale, że trzeba było być łowcą dizajnów lub kolekcjonerem mebli. Nic z tych rzeczy. Gdynia Design Days wychodziło poza mury galerii i sal wykładowych. Wpadało nawet do witryn sklepowych, w czym też mieliśmy swój udział, ponieważ jedna z naszych tkanin drukowanych ręcznie była pokazywana właśnie w ten sposób.

Tangramy na wystawie "W witrynach"

Tangramy na wystawie „W witrynach”

 

„Trzeba pamiętać o tym, że design to nie jest sztuka i ma wychodzić poza sale wystawowe i dyskusje.” – Katarzyna Czapiewska

Gdynia Design Days – nie były wyłącznie pokazem dorobku projektantów

Pomyślano o wszystkich, nawet o najmłodszych i chyba dzięki takiemu sposobowi promocji wzornictwa przemysłowego coraz więcej osób zwraca na nie uwagę. Całość można było podzielić na kilka części, które przeplatały się ze sobą. Granice tego, dla kogo były przeznaczone były dość płynne – planowanie działań w biznesie łączyło się z kreatywnością, a dorośli odkrywali w sobie na powrót dziecięcą pasję tworzenia.

było coś dla branżowców:

Wystawy prezentujące ciekawe rozwiązania projektowe we wzornictwie przemysłowym, odkrycia nowych trendów, świetne wykłady na ten temat. Festiwal nie zamykał się wyłącznie w pomieszczeniach, wychodził na zewnątrz. Był obecny wszędzie w salach wykładowych, galeriach, ale także w parkach i w witrynach sklepowych.

było coś dla biznesu:

Bardzo dobry cykl wykładów i warsztatów, które pokazały jak bardzo przydatne jest skuteczne projektowanie nie tylko wzorów produktów, ale także wszelkich działań w biznesie. Duża część tych wydarzeń była płatna, ale może właśnie dlatego były na nich osoby rzeczywiście zainteresowane. Poświęcono wiele budowaniu marki, sprzedaży i planowaniu, ale w znacznie inny sposób niż na zwykłych biznesowych eventach. Można było popracować z kartami projektowymi i zagrać w grę o przetrwanie firmy

było coś dla dzieci:

Dzieci przez swoją nieskrępowaną niczym kreatywność uwielbiają wszelkie działania związane z projektowaniem czegokolwiek. Mogły barwić tkaniny, wyplatać dywany i posmakować zdrowia. Im dedykowana była także wystawa Design for Kids i warsztaty projektowania zabawek.

i było coś doświadczane wspólnie:

I znów nie były to tylko wystawy, wykłady i warsztaty, ale także spacery z przewodnikiem, czy pomysł na zaprojektowanie zapachu.

Odzyskane okazało się także moim osobistym hasłem

Nie dlatego, że prowadziłam tam wykład.

Wykład o lnie.

Wykład o lnie.

To już jest całkiem inna historia, odrobinę rodzinna i bardzo związana z moim rozwojem jako projektanta i tą ostatnią mam nadzieję wkrótce opowiedzieć.